zx blog

Twój nowy blog

surinen

Brak komentarzy

Więc zasypiasz, znowu. Wysoki księżyc wpada delikatnie przez okno, prześwitując przez zamknięte powieki. Mróz starannie wlewa się przez uchylone okno. Nagle przeciąg unosi włosy, a ty odpływasz.

Chwilę później znów się budzisz, na niewielkim wzgórzu, między trawą tak zieloną, jak tylko zielona może być trawa. Wstajesz, rozglądasz się i widzisz wielką równinę, całą pokrytą trawą. Po lewej, w oddali, widzisz ciemnobrązową korę drzew.

Gdy silny wiatr porywa cię, zaczynasz się mu poddawać, by w końcu zacząć biec razem z nim. Biegniesz szybko, a owy Niewidzialny Przyjaciel daje ci siłę lekkości. Kroki stają się długie i szybkie. Zaczepiasz się o niewielki kamień. Siła rozpędu wyrzuca cię do przodu. Zamykasz oczy i wystawiasz przed siebie ręcę. Nie upadasz jednak. Lecisz. Przelatujesz tysiąc staj, czasem robiąc parę kroków, delikatnie dotykając trawy.

A potem budzisz się z głębokim oddechem i uczuciem pełni. Wstajesz i mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Czujesz się, jakbyś faktycznie pokonał/a tysiąc staj.

Zajmując się drobiazgami czekasz na kolejną Noc, na moment, w którym to wiatr podąża za tobą, a nie ty za nim…

chęć

1 komentarz

…a reszta czeka na pióra innych.

chęć

2 komentarzy

i powiedziano mi, że jestem księgą, która na każdej stronie zapisana jest tylko do połowy…

bo to właśnie skrajne uczucia nami kierują. to dla nich żyje człowiek. nie dla egzystencji, ale dla przeżycia tego, co własne hormony mogą mu zapewnić.

nieskończony smutek daje mądrość; miłość staje się początkiem piękna; porażka i bezsilność dają siłę do walki; morderstwo daje nowe życie; upadek powoduje złość; złość przyczynia się do próby wygranej; ta, gdy zawodzi staje się porażką, gdy jej nie ma długo – bezsilnością.

piękna życia w swej naturze przekazywane przez nas samych. przez nas, dla nas. tu wystarczy być. nie trzeba o nie walczyć, nie trzeba… wystarczy zostać Człowiekiem, by człowiecze piękna wypełniły Ziemię, która została nam ofiarowana.

wizja. każdego kto nazwie innego naiwnym, bądź dziwakiem z powodów całkowicie znanych i pięknych, zwyczajnie wyśmieję.

niech żyje to, co większość uważa za głupie, a kolejna część boi się spróbować.

Pisząc scenariusz życia warto improwizować. Usiąść przed stosami kartek, wziąć pióro – nabite granatowym atramentem – i czekać na to, co przyniesie umysł. Nie zaś zapisać wszystko w głowie, by potem z perfekcjonizmem oddać to na papierze.

Wtedy historia jest dużo ciekawsza. Znajdziemy w niej wszystko to, co znaleźć można w najpiękniejszych księgach Dawnych Dni.

Zajęcia tymczasowe? Czemu nie. Wiadomo, że dzisiejszym światem rządzi czas (nie zaś pieniądz) – w najgorszym jego znaczeniu. Więc warto poświęcić się czemuś, by doczekać tego, na co się czeka.

A teraz zostało mi się już tylko zastanawiać. Możliwości są tylko dwie. Jest inaczej, więc stanie na krawędzi odpada. Muszę się przekonać, czy spadłem, czy może pokonałem kolejny klif. Choć to drugie wydaje się mniej prawdopodobne. Przecież niedawno mówiłem, że sam nie dam rady. Nikt widoczny się nie pojawił, więc jeśli mam liczyć, to na Tych Których Niema.

- Nie, miły panie. Napadło ich tysiące zbrojnych. W dodatku był z nimi sam Raef – wymawiając to słowo bard wzdrygnął się.
- Raef? Któż to i czemu wypowiadasz to imię z taką grozą?
- Jak to, miły panie? Nie słyszałeś nigdy historii Raefa?
- Oddam ci mój sztylet z lirthimu za tę opowieść.
- Dobrze więc. Dolina, o którą pytałeś, znana była niewielu. Otoczona górami nigdy nie zwracała na siebie uwagi. Zarówno w Misindzie jak i Iaurannie postanowiono zatrzymać jej istnienie w tajemnicy. Słyszałem, że mieszkańcy owych terenów uciekli przed strasznym losem, jaki czekał ich w ich rodzinnych miastach. Tego jednak nikt już dziś nie potwierdzi. Dolinę odkryto przypadkiem. Uciekinierzy rozdzielili się i część z nich założyła Misindę, a pozostała grupa Iaurannę. Dowiedziałem się – tu bard zniżył głos – że niektórzy z portu handlowali z Dalszymi Wyspami. W tym czasie w pozostałej części Annon Ataru powstały Wolne Armie, których historię znasz na pewno – bard wstrzymał swą opowieść.
- Tak mości bardzie. Nie uda ci się wyłudzić ode mnie nic poza sztylet, który ci obiecałem. Mów więc dalej.
- Zaraz po ich powstaniu wybuchła wojna. Jednak przez długie lata nikomu nie udało się zdobyć znaczącej przewagi.
- Powiedz mi – co chciano osiągnąć?
- Tego nie zapisano w ani jednej księdze. Nie widziałem również zwoju, który zdradzałby zamiary Wolnych Armii. Słyszałem wiele pomysłów, jednak najbardziej prawdopodobna wydaje się chęć zdobycia władzy nad całym kontynentem.
- Więc zwykła chciwość… Rozumiem.
- Wracając do doliny. Jej mieszkańcy nie wiedzieli o działaniach prowadzonych na wschodzie. Jeden z przywódców Wolnej Armii – mówią, że jeden z najgorszych – szukał jakiegoś wyjścia z sytuacji. Wiedział, że jeśli ma wygrać, musi znaleźć miejsce, w którym mógłby się bronić, nie tracąc zbyt wielu wojowników. Podobno wpatrywał się w mapę przez wiele tygodni, po czym wysłał kilkaset osób, by sporządziły mu dokładny szkic kontynentu. Musisz wiedzieć, panie Tanarinie, że tamte mapy nie dawały, choćby małego, pojęcia o terenach Annon Ataru. Zwiadowcy wrócili po dwóch latach, przynosząc ze sobą setki stronnic ze szkicami. Gdy wódz łączył je, okazało się, że brakuje niewielkiej części. Miała przedstawiać najbardziej wysunięty, na zachód, część ziemi. Wysłano więc kilku zwiadowców, po dokładne dane dotyczące owego fragmentu ziemi. Ci jednak nigdy nie wrócili. Kolejne trzy drużyny również zaginęły bez śladu. Podobno któregoś dnia Raef rozkazał zebrać wojsko i wyruszyć na zachód. Trzeba przyznać, że był mądrym człowiekiem – widać domyślił się istnienia schronienia w tamtej części świata. Gdy o rozkazach dowiedzieli się jego poddani, uciekli wraz z częścią armii. Opuściła go prawie połowa zbrojnych i większa część mieszczan. Wódz wiedział, że po takiej stracie nie uda mu się przejść przez to, co zatrzymało zwiadowców. Mówią, że wyruszył wtedy w podróż, zostawiając swój lud samemu sobie. Gdy wrócił, po trzech latach, armia rozpadała się, przegrywając kolejne bitwy. Lud coraz częściej imigrował pod bandery innych dowódców. Czytałem, że po powrocie nie był już tą samą osobą. Kazał mówić na siebie Raef. Do tego prawie nigdy nie otwierał oczu. Mówią, że ten kto zobaczył, co kryło się pod powiekami – zawsze ginął, lub musiał wykazać się bezwarunkowym posłuszeństwem, a sam Raef darzyć go ogromnym zaufaniem. Jedna z opowieści, głosi że gdy stracił zaufanie do któregoś ze swych przybocznych, kazał mu skoczyć w ogień. Ten oczywiście tego nie zrobił. Wtedy Raef otworzył oczy, przy wszystkich obecnych, a jego moc okaleczyła ciało niewiernego tak, że nikt już nie nazwałby go człowiekiem. Umysł pozostał jednak nienaruszony, by ofiara mogła cierpieć. To oczywiście tylko plotki, mości Tanarinie. Nikt w to nie wierzy – a jednak z oczu barda dało się wyczytać, że samo opowiadanie tej historii wywołuje wielki strach. Tak czy inaczej – Raef wyruszył z przerażonym ludem na zachód, gdzie odkrył wejście do doliny. Ku jego zdziwieniu na drodze nie pojawił się nikt. Zwiadowcy Iauranny, który obserwowali wejście na ich ziemie, przekazali informację starszyźnie miasta. Ta nakazała ucieczkę za zakole rzeki… Chwilkę – nie mogę sobie przy pomnieć jej nazwy.
- Gall Wing.
- Oh! Tak – Gall Wing. Tak więc ludność miasta udała się w owo miejsce niszcząc za sobą wszelkie możliwe przeprawy. Chwilkę… skąd panie znasz nazwę owej rzeki? Słyszałeś już podobną historię?

Tanarin podniósł wzrok i ze złością spojrzał na barda. Wiedział, że nie może zdradzić swego pochodzenia – zbyt wiele mógłby przez to stracić.
- Opowiadaj głupcze, albo stracisz coś więcej niż swoją zapłatę – Tanarin położył dłoń na rękojeści miecza.
- Za rzekę udało się również stu strzelców, którzy mieli stanowić ochronę, w razie klęski obrońców Iauranny – bard mówił teraz bardzo szybko – Dostali rozkazy, by po zniszczeniu przepraw nie pozwolić na przekroczenie rzeki przez kogokolwiek, chyba że zobaczyliby kogoś, mającego wystarczające uprawnienia do zmiany planu. Gdy armia Rafa dotarła do miasta, obrońcy nie byli w stanie oprzeć się tak wielkiej sile. Chcieli więc schronić się za rzeką. Atakujący ruszyli w pościg. Do strzelców dotarł tylko jeden głos – płynącego wpław uciekiniera. Podobno krzyczał coś bez sensu i błagał o pomoc. Dowódca ostatnich obrońców słynął jednak z całkowitego posłuszeństwa i posyłając strzałę nad wodą, przebił płynącemu głowę. Rafer stojąc nad brzegiem, razem z kimś z zaufanych sług mówił, że daje szansę obrońcom. Chciał jedynie, żeby się poddali i dobrowolnie ofiarowali mu swą ziemię wraz z całym dobytkiem. Kiedy się nie zgodzili… – bard ciężko przełkną ślinę i popatrzył prosto w oczy Tanarina – Mówią, że zamroził całą rzekę, a jego armia przebijała palami każdego mieszkańca z osobna. Pewien kupiec mówił mi także, że serce Rafa przebiła zabłąkana strzała – wysłana przez któregoś ze strzelców. Ten stał jednak dalej i wydawał kolejne rozkazy. W końcu zajął teren aż do Farmoru, niszcząc prawie całą Iaurannę. Choć posąg, który podobno zdobi centrum miasta do dziś – oszczędził, z niewiadomej przyczyny. Dalszej części ci jednak nie zdradzę. Nie jest jeszcze gotowa. Muszę ułożyć moje notatki – to mówiąc poklepał ręką niewielki kuferek, który trzymał na kolanach.
- Powiedz, ilu osobom opowiedziałeś ową historię?
- Jesteś pierwszy. Z reguły najpierw kończę swe opowieści. Słuchacze zawsze chcą usłyszeć zakończenie.

Tanarin wstał i szybkim ruchem wyciągnął miecz z pochwy, po czym odciął bardowi głowę, która potoczyła się pod drewniany stół. Zabrał kufer z notatkami i wyszedł z izby.

Cóż… zwykle nie mam tendencji do wypełniania testów czy innych takich. Uległem jednak (trochę z ciekawości) i zabawiłem się w enneagram. Cóż mi wyszło? 7w8.

oferuj mi swoje towarzystwo, oddanie i swobodę

Cóż… z tym oferowaniem to raczej dziwnie jest, bo sam wolę oferować…

nigdy nie mam wystarczająco dużo czasu aby zrobić wszystkie rzeczy, które chce zrobić

Czasu? To jest jedna z rzeczy, których może i na mniejszą skalę brakuje, ale życie bez zegarka jest znacznie lepsze…

nie kończę tego co zaczęłem

A jednak… zawsze…

czuję się ograniczona gdy jestem z kimś w bliskim związku

Nie wiem… jednak obawiam się tego…

mogą być narcystycznie zapatrzeni w siebie, wciąż uciekający i nienasyceni

Czy tak? Kilka komentarzy mi o tym mówiło… może… Chociaż wolałbym to usłyszeć od kogoś, kogo znam bardziej i kogoś kto nie sugeruje się jedną notką

uciekają od swoich problemów, skupiając się na innych bardziej pozytywnych dla nich rzeczach

Bo tych problemów w większości nie ma – sami je tworzymy.

posiadają wysoką opinię o sobie i swoich zdolnościach

To trochę nie tak – jeśli wiem, że coś potrafię i spotkałem się z dobrymi opiniami – mogę mówić, że coś umiem. Nigdy nie powiedziałbym, że coś jest dobre, gdyby nie powiedziałby tego ktoś inny.

mają problem ze zrozumieniem cierpienia jakie mogą odczuwać inni

Jeśli ci ‚inni’ są w stanie choć w części przekazać swoje cierpienie, to mogę stanowić ‚poradnię psychologiczną’.

strachem przed zaangażowaniem się w daną sprawę

Bo ja wiem… zawsze można przegrać – czyż nie?

Z ‚szkrzydłem’ w stronę ósemki raczej bym się wstrzymał. Skłaniałbym się w stronę ‚zdrowej siódemki’, choć z tendencjami do ‚chorowania’. Do testu jeszcze powrócę, choć wiadomo, że test nie oddaje całej prawdy…

więc będziemy teraz skąpo mówić o braku wiary i zainteresowania. o ile z tym drugim daje sobie rady, to te pierwsze co najmniej mnie zaskakuje. gdy mówię, że dostanę się do Nowej Zelandii, gdzie postawie swoimi rękoma domek na jakiejś polanie i w zgodzie z naturą będę zgłębiał jej tajniki, natychmiast ci, którzy to usłyszeli, odpowiadają ‚dobrze’, byleby nie zmuszać się do myślenia o tym…

i nikt w to nie wierzy. ot, zapomnieli o marzeniach i trwają w swoim ‚braku pieniędzy’, idąc w kierunku, w którym idzie cała reszta, choć… wcale nie jest im z tym dobrze.

więc do jasnej cholery czemu podcinają skrzydła wszystkim dookoła, skoro ja wiem, że jeśli nie osiągnę tego, czego chcę – mogę nie umierać, bo szczęścia po śmierci nie zaznam, a nikt duchów rozwalających talerze dookoła nikt nie lubi.

może inaczej… nie chodzi o to, żeby tego dokonać. najpiękniejsza będzie sama droga prowadząca do upragnionego.

choć pusta droga nie rysuje się równie pięknie, jak droga pokonywana z drużyną, razem…

i wtedy nie potrzeba tego czego szukam teraz – nie potrzeba Nauczyciela, Mistrza. każdy będzie nim dla innego, a otoczenie wskazywać będzie ścieżkę.

Więc powstańcie Wolne Ludy! Nie dajcie się porwać temu, czego nie kochacie! Pamiętajcie o tym, o czym nakazują wam zapomnieć! IDŹCIE RAZEM Z INNYMI, PODOBNYMI! do końca…

Dave Matthews Band – Spoon
Counting Crows – Colorblind

- Rozumiem. Więc energia której używam i która zamknięta jest w moim ciele to w rzeczywistości wiązane polem elektrycznym fotony. W jaki sposób więc potrafię je kontrolować?
- To bardzo proste. Tak… proste, bardzo! – w tym momencie Airě podszedł do zniszczonego, drewnianego stołu stojącego przy jednej ze ścian i zaczął przyglądać się fiolkom wystawiając wszystkie na działanie słońca leniwie wchodzącego przez wschodnie okno – otóż człowiek steruje sobą za pomocą mózgu, który wraz z resztą ciała tworzy owo pole elektromagnetyczne. Nie potrafię jeszcze odtworzyć go w identycznej postaci, jednak w odpowiednim czasie będę mógł to udowodnić. Tak, mógł będę! Idąc dalej – posiadam niezbite dowody… no, może jeszcze nie, ale niewiele mi brakuje – na potwierdzenie tej tezy. I tak, jak nie jest to zwykłe pole elektryczne czy magnetyczne, tak nie są to zwykłe fotony. Tak! To właśnie światłością z wnętrza siebie kierujesz. Wiemy jednak, że z piasku nie zrobimy wszystkiego – do różnych celów używa się różnych materiałów. Domyślam się więc, że nie mógłbyś stworzyć elektrycznej kuli na swoim ręku?
- Elektrycznej kuli… – wyciągnął rękę przed siebie, zamknął oczy i skupił się na stworzeniu czegoś, nad czym do tej pory nawet się nie zastanawiał – nie, nie potrafię.
- Tak, nie potrafisz. Używasz złego materiału. Światło nie może stanowić wszystkiego tak jak wszystko nie jest tylko światłem.

* * *

Jedna z fiolek wypadła z ręki alchemika. Teraz Tanarin przyjrzał mu się uważniej. Nosił spiczastą tiarę bez ronda. Ciecz zostawiła jaskrawo fioletową plamę na ciemnej szacie, w jakich do tej pory widział jedynie wdowy na pogrzebach swych mężów, a szkło upadło na drewnianą, niczym nieosłoniętą podłogę, robiąc kolejne widoczne rysy.

- Nic, to nic… kiedyś taki wypadek źle skończy się i moja pracownia legnie w gruzach.
- Powiedz mi – czym kierujesz się poświęcając swój czas spędzony na tym świecie kilkunastu szklanym fiolkom? Do tego ryzykując pozbawienie się możliwości dokończenia życia w takiej postaci, w jakiej zostało ci dane.
- Kilkunastu szklanym fiolkom! – alchemika wyraźnie poruszył lekceważący stosunek gościa – Otóż, dzięki owym kilkunastu szklanym fiolkom – nie dało się nie zauważyć ironii w jego słowach – będę mógł dać ową moc każdemu, kto tylko tego zapragnie! Dzięki tym kilkunastu szklanym fiolkom będę mógł stworzyć niepokonaną armię, armię rycerzy, którzy w potrzebnej chwili wysadzić będą mogli głowy otaczających wrogów. I w końcu – możliwe stanie się stworzenie wykwalifikowanej elity uzdrowicieli, którzy zyskają zdolność napełniania swych wywarów z ziół niezwykłą mocą, uzdrawiającą w jednej chwili.

Słońce powoli zachodziło, gdy alchemik podszedł do drewnianego okna, patrząc wciąż na wschód. Widać było, że obserwuje teraz swą armię, lub uzdrowicieli stojących jednako w rzędzie i czekających na otrzymanie daru magii.

Tanarin wiedział jednak, że osiągnięcie tego, co on sam dostał od Mistrza, rozmówcy z którym wciąż toczył zacięte rozmowy, nie jest proste… jeśli w ogóle możliwe w sposób naukowy.

Wciąż wspominał ile trudu i lat zmuszony był poświęcić by zdobyć upragnioną moc. Teraz już z łatwością tworzył krople wody, czerpiąc energię z niej samej. Rozkazywał cząsteczkom by łączyły się w niewielkie kule, które potem wysyłał kilkaset stóp przed siebie rozbijając je o skały z mocą zdolną rozkruszyć delikatnie marmur.

To nie jest wielkie osiągnięcie – słowa Mistrza nigdy nie motywowały go do dalszej pracy, więc z czasem zwyczajnie przestał opowiadać mu o nowych umiejętnościach. Chciał go zaskoczyć. Wiedział, że ćwicząc w końcu zdolny będzie rozbić marmur w drobny pył. Gdy w rozmowach pytany był o postępy w nauce najczęściej odpowiadał nie nauczyłem się niczego, co znacząco wpłynęłoby na moją przyszłość.


  • RSS